Ukończyłam nareszcie naszyjnik zaczęty jakiś czas temu. Główną część już pokazywałam, nie ma to jednak jak pochwalić się końcowym efektem :). Oto Selenity:
Sznureczek mu uplotłam z toho 8 i 11 i ostatecznie taki właśnie wygląd uzyskał. Całkiem ładnie prezentuje się na szyi, sprawdzałam, chociaż początkowo nie do końca byłam przekonana, co do jego kształtu. Ostatecznie jednak jestem z niego całkiem zadowolona. No, a teraz towarzyszki, dwie broszeczki wydziubane również haftem koralikowym. Pierwsza klasyczna Caprica:
Zrobiona z dużego turkusowego owala (turkus syntetyczny oczywiście) i toho w trzech, a nawet w czterech rozmiarach, bo są tam 8,11, 6 i nawet 15, których zasadniczo się panicznie boję, że za drobne.
I druga Aventa, hmm... awangardowa? No, nie wiem, ale na pewno nie do końca klasyczna. Chociaż bardziej mi się podoba od poprzedniej.
Jak widać na zdjęciu resztkowa, jest niej biały i czerwony koral, trawiony agat w kilku kolorach, hematyt i stare wierne szkło.
Pochwalę się się jeszcze, bo jako mamę świeżo upieczonego studenta, rozpiera mnie oczywista duma, że moje dziecię młodsze dostało się na Akademię Morską w Gdyni. Wyfrunie mi z domu, cóż taki los, a ponieważ studia na drugim końcu Polski to nie żarty, oprócz owej oczywistej dumy zaskutkuje to poważnym obcięciem mojego hobbystycznego budżetu. Ale póki co wyżywam się twórczo i przede wszystkim cieszę się ogromnie, że młody dostał się tam gdzie pragnął się dostać :).