Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft koralikowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft koralikowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2013

Charusheela

Poczyniłam kolejny drobiazg. Przestałam już wyglądać za okno. Wiosna będzie, jak będzie. Tylko Lizak nieszczęśliwy, bo już kwiecień a tu mlecyków jak nie ma, tak nie ma... ale cóż, taki króliczy los. Wyładowuje swoją frustrację na moich koralikach. Dzisiaj znów wysypał całe pudełeczko, łobuz jeden. A nowe kolczyki się zwą Charusheela i wyglądają tak:



Użyłam takiego dekoracyjnego sznureczka. Efektownie wygląda, ale pracuje mi się z nim paskudnie. Zostało go jeszcze trochę i pewnie w jakiejś pracy znów go wykorzystam, ale bedę się musiała nastroić na przeprawę z nim i pewnie więcej go już nie kupię.

A w między czasie zrobiłam jeszcze maleństwa. Jakiś czas temu nabyłam takie kaboszony z tulipanami. No, mnie się zdawało... Jak przyszły to byłam przerażona, bo takie maluśkie się okazały. Wprawdzie sprzedawca uczciwie wyraził ich wieklość w milimetrach, ale okazało się że owo wyrażenie nijak się ma do mojej wyobraźni. Leżały i leżały i się w końcu doleżały.


...o takie mauśkie są:


...córka je drapnęła i już są jej :)



poniedziałek, 22 października 2012

W krainie lodu i ognia

Dawno temu zrobiłam na użytek własny ten naszyjnik, o tu KLIK. Chociaż to było moje pierwsze podejście do naszyjnikowania, pełne błędów i nierówności, to jednak ogromnie spodobał mojej koleżance i obiecałam jej, że zrobię dla niej podobny, w tonacji niebieskiej. Owo "zrobię" przewidziane rzecz jasna na bliżej nieokreśloną przyszłość doczekało się wreszcie realizacji i tak powstała Lodowa Orchidea.


A poniżej wulkaniczne kolczyki z kuleczkami lawy, tzn. będą to kolczyki z kuleczkami lawy, kiedy tylko się doczekają, kolejnego "zrobię". Na razie przymiarka do nich:


Tak to już ze mną jest, że pomysłów mam całą kupę, tylko z ich realizacją bywają problemy. bo to albo brak jakiegoś elementu albo czasu. Kolejny wyjazd jutro, wymuszony, smutną, acz nieuchronną przyczyną. Za jakąś kolejną pracą wezmę się pewnie dopiero po święcie. 


środa, 3 października 2012

Aluette, rozstania i inne wieści

Witajcie po krótkiej przerwie w moim blogowaniu. Oczywiście na początek kolczyki obiecane w poprzednim wpisie. Otrzymały nazwę Aluette, to tak.


Jak widać pracuję nad swoim haftem koralikowym. Wszelkie niekonsekwencje kolorystyczne w nich są zamierzone. Tak to sobie wymyśliłam, podobne i niepodobne do siebie bliźniaki. Kształt ten sam, ale kolorki asymetrycznie. 

Wycieczka do Krakwa, a właściwie pod Kraków, już dawno stała się historią. Od ostatniego wpisu upłynęło trochę czasu. Musiałam się przejść krótką kuracją alergiczną, jakaś trucizna mnie dopadła i spuchłam na tej wycieczce jak balon. Potem trzeba przyszła trauma "przecięcia pępowiny". Wyprawiłam bowiem moje dziecię (dałby mi za to "dziecię") po nauki, na drugi koniec Polski i jakoś tak pusto się w domu zrobiło i ciszej trochę jakby, ech... A na smutki wiadomo, najlepiej sobie znaleźć twórcze zajęcie i wpaść w wir pracy. Zatem, po pierwsze, uczę się...



...rurki kręcić i nawet nieźle mi to już idzie. Na zdjęciu moja "praca" domowa. Niedokończona, jakiś ładny brzeżek by się przydało wypleść, a tego na razie nie umiem. Spotkanie instruktażowe w tym tygodniu odwołane, więc czekam do następnej środy :).

Poza tym wymyśliłam sobie poduszkę i siedząc i puchnąc przez tydzień w Krakowie zaczęłam ją robić. 

  
Jakoś tak zielenie na zdjęciu wyszły wyjątkowo zimowe, ale w rzeczywistości Pani Wiosna jest zdecydowanie bardziej wiosenna. Sama jestem ciekawa, czy do prawdziwej wiosny uda mi się ją skończyć.

Dzieją się też u mnie i inne drobiazgi, trafiło mi się zamówienie na mały komplecik sutaszowej biżuterii i właśnie go wykańczam, ale o tym kiedy indziej. Pozdrawiam wszystkich przechodniów i stałych Gości :).

czwartek, 16 sierpnia 2012

Selenity i towarzyszki

Ukończyłam nareszcie naszyjnik zaczęty jakiś czas temu. Główną część już pokazywałam, nie ma to jednak jak pochwalić się końcowym efektem :). Oto Selenity:


Sznureczek mu uplotłam z toho 8 i 11 i ostatecznie taki właśnie wygląd uzyskał. Całkiem ładnie prezentuje się na szyi, sprawdzałam, chociaż początkowo nie do końca byłam przekonana, co do jego kształtu. Ostatecznie jednak jestem z niego całkiem zadowolona. No, a teraz towarzyszki, dwie broszeczki wydziubane również haftem koralikowym. Pierwsza klasyczna Caprica:


Zrobiona z dużego turkusowego owala (turkus syntetyczny oczywiście) i toho w trzech, a nawet w czterech rozmiarach, bo są tam 8,11, 6 i nawet 15, których zasadniczo się panicznie boję, że za drobne.

I druga Aventa, hmm... awangardowa? No, nie wiem, ale na pewno nie do końca klasyczna. Chociaż bardziej mi się podoba od poprzedniej.


Jak widać na zdjęciu resztkowa, jest niej biały i czerwony koral, trawiony agat w kilku kolorach, hematyt i stare wierne szkło.

Pochwalę się się jeszcze, bo jako mamę świeżo upieczonego studenta, rozpiera mnie oczywista duma, że moje dziecię młodsze dostało się na Akademię Morską w Gdyni. Wyfrunie mi z domu, cóż taki los, a ponieważ studia na drugim końcu Polski to nie żarty, oprócz owej oczywistej dumy zaskutkuje to poważnym obcięciem mojego hobbystycznego budżetu. Ale póki co wyżywam się twórczo i przede wszystkim  cieszę się ogromnie, że młody dostał się tam gdzie pragnął się dostać :).


czwartek, 5 lipca 2012

Kuleczki i cd...

Wzbogaciłam, o kilka nowych kolorków, moją dosyć uboga paletę toho i zaplotłam się, oj zaplotłam...


...to jeszcze nie koniec, bo brakło mi cierpliwości do zrobienia kuleczek ze wszystkich kolorków jakie mam, ale co się odwlecze to nie uciecze. Te pojadą ze mną jutro, wyjeżdżam bowiem na weekend, i zostaną rozdane jako drobne upominki. A potem zrobi się nowe :D.

No i centralna część mojego nowego dziecka prezentuje się już tak...


Jak już wspominałam metoda "na oko" nie sprawdza się w hafcie koralikowym, zwłaszcza w takim gdzie ma być symetrycznie. Wydaje mi się jednak, że drobna niedoskonałość w owej symetrii, widoczna na zdjęciu, nie szkodzi zbytnio mojemu wytworkowi. Teraz musi jeszcze poczekać na wieszadło, bo przy uzupełnianiu koralików nie dostałam tych w czarnym kolorze. Tak, też się zdziwiłam. Gdyby chodziło o inny kolor, nie zdziwiłoby mnie to tak bardzo, bo czarny to taki pospolity popularny kolor, a tu masz wyszła partia i klapa. Dzisiaj widziałam już uzupełnione w jednym sklepie, ale jak szukałam tydzień temu, to nigdzie nie było tych, które akurat były mi potrzebne. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło... zamówię czarne, a przy okazji... no bo przecież jednego, czy tam dwóch opakowań się nie opłaca :D. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu, o ile zrobię coś nowego, bo przez weekend planuję totalne lenistwo i miłego wypoczynku niedzielnego i Wam wszystkim życzę :)

czwartek, 28 czerwca 2012

Jak nie urok to...

Postanowiłam pokazać nad czym teraz pracuję ponieważ, myślę zajmie mi to jeszcze kilka dni zwłaszcza, że jak to zwykle bywa, brakło mi koralików i czekam na dosyłkę. Postanowiłam zatem, a tu co? A tu mój jedyny aparat, jaki posiadam i jakim potrafię robić w miarę przyzwoite zdjęcia, stanowczo odmówił współpracy i zostawił mnie na lodzie z moimi fotograficznymi planami... ech... Wysiadła mi w nim kamera i zdjęcia mogę robić jedynie na tzw. "wyczucie", bo wyświetlacz pozostaje czarny. Nie ma mowy ani o jakimkolwiek ustawieniu parametrów (mogę używać jedynie trybu AUTO), a kadrowanie zdjęcia wyłącznie na "chybił trafił", no bo nic nie widać na wyświetlaczu. Mogę sobie jedynie pooglądać w trybie przeglądania co udało mi się "złapać" i ew próbować po raz kolejny i kolejny... a nuż w końcu się coś uda. Jak to wygląda w praktyce widać na fotkach poniżej.

Tu zaplanowany naszyjniczek haftem koralikowym w trakcie...

Stanowczo muszę znaleźć inny sposób rozplanowania elementów. Metoda "na oko" w hafcie koralikowym absolutnie się nie sprawdza :D. Prucia było, że hoho. Obecnie też jeszcze nie jest idealnie, ale chyba uda mi się to już w miarę przyzwoicie skończyć. Jednak następnym razem... pomyśli się.


Tutaj zaś, oczywiście również w trakcie... sutaszki...


Oprawiane kryształki pochodzą z odzysku. Odzysk był z jakiejś już nieatrakcyjnej sztuki odzieży, kryształki wydały mi się jednak na tyle arakcyjne, że odprułam je przed utylizacją ciucha.

Jak widać zdjęcia są jakie są, z dwojga złego dobrze, że w ogóle jakieś robić się da. Na moje szczęście koty na wymiankę pstryknęłam zanim się aparat zbuntował. Teraz muszę zgłosić problem Naczelnemu Konserwatorowi Sprzętu Wszelakiego w moim domu i czekać na wyrok, czy to się opłaca naprawiać czy nie i czy mamy ew fundusze na nowy sprzęt.

wtorek, 19 czerwca 2012

Na turkusowo

Podczas wizyty dzieciaczków wiele czasu na dłubanki poświęcić się nie da, ale udało mi się popełnić parę kolczyków z masą perłową i moimi ukochanymi toho, techniką "lekko koślawy haft koralikowy" :D.



Nie wiem jak naprawdę wygląda morze Śródziemne, ale dla mnie one są takie "śródziemnomorskie". Może dlatego, że moja wyobraźnia kojarzy ich barwę właśnie z tym morzem :). 

dopisane w dniu następnym:
Pooglądałam trochę fotek z Lazurowego Wybrzeża i wiem już, że moja wyobraźnia podążyła we właściwym kierunku łącząc kolczyki właśnie ze Śródziemnym morzem...





Fotki morza oczywiście nie moje lecz wygrzebane w sieci :)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wróciłam...

... rzeknę prawie jak Sam z Władcy Pierścieni. Tak się stało, że wyjazd który przewidywałam w połowie listopada nie tylko niespodziewanie wypadł troszkę wcześniej niż był w planie, ale też nieco się przedłużył i stąd ta martwa cisza w moim Warsztaciku. Wprawdzie przez cały miesiąc nieobecności niczego nowego nie zrobiłam, pokażę jednak to, co udało mi się skończyć jeszcze w październiku, a czego nie zdążyłam pokazać wcześniej. Mianowicie sznury koralikowe do moich wisiorów.

 


Same wisiory już kiedyś pokazywałam, dzisiaj zaś prezentacja gotowych naszyjników. Sznureczki są właśnie takie troszkę grubsze, ponieważ uznałam, że dosyć duże wisiory nieładnie prezentowałyby się na cieniutkich sznurach lub  łańcuszkach. Jeden z nich pojedzie jako nagroda w moim mini konkursiku z wcześniejszego wpisu, którego to zwyciężczyni chyba już utraciła nadzieję, że cokolwiek do niej dotrze. Ogromnie mi przykro, że nie zdążyłam wysłać przed wyjazdem, ale tak to bywa, że życie płata nam niespodzianki i zmusza do zmiany planów. Nie zdradzę, który zostanie wysłany, ale mam nadzieję, że ucieszy Kasię mimo wszystko. Pozdrawiam wszystkich, którzy we mnie nie zwątpili i wciąż tu zaglądają.
No i cóż... do następnego wpisu :)

sobota, 20 sierpnia 2011

Wisiory dwa

Nie wytrzymam i muszę się pochwalić, co narobiłam. Początkowo miałam mocne postanowienie, że pokażę je dopiero, jak już będą całkowicie wymuskane, ze sznurami, zapięciami itd. W tym mocnym postanowieniu wytrwałam całe... 2 dni ;). Do rzeczy, oto ten z winowajców, który powstał jako pierwszy:

Oczywiście sznura nie ma, bo... koralików zabrakło. Przyczepiłam mu wprawdzie krawatkę, której akurat tu nie widać, ale wisior jest dosyć duży i sądzę, że na sznurze z koralików będzie czuł się znacznie lepiej.

Ten, nie wiem czemu kojarzy mi się ze stylem steampunk, chociaż nie ma w nim żadnego żelastwa. Może dlatego, że są tam te koralikowe kółka. Ta żmijka  u góry, to kawałek sznura, na którym wisior ma zawisnąć, właściwie połowa sznura, na resztę oczywiście... zabrakło koralików. Poniewiera mi się po moim zasobniku paciorkowym mnóstwo rzeczy z rodzaju "właściwie, to nie wiadomo, co z tym zrobić". Postanowiłam że wykorzystam je do prac, w których symetria i uporządkowanie są zbędne. Pierwszą z nich jest właśnie to na zdjęciu powyżej. Inne powstaną kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości ponieważ... cóż, zabrakło koralików, tych drobnych ;).

I na marginesie... zmieniłam nazwę bloga na "Warsztacik Kajjki". Ubolewam, że adresu nie da się tak przerobić. Kiedy zakładałam boga, jako blogowy żółtodziób, nie przyszło mi kompletnie do głowy, że owym adresem będę się gdziekolwiek posługiwać i teraz mam wieloliterowe wężowidło, które mnie niezmiernie irytuje, a co gorsza ze względu na swoją długość bywa uciążliwe, gdy potrzebuję gdzieś umieścić ten adres. Trudno, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Związałam się z tym miejscem i z osobami, które je odwiedzają i tak już musi zostać :)))

czwartek, 11 sierpnia 2011

Wyhaftowałam sobie

Obiecywałam sobie, że w letnim czasie zmierzę się z haftem koralikowym. Słowo się rzekło, zabrałam się więc do pracy. Z urlopu przywiozłam wstęp:

i w tm momencie zupełnie jeszcze nie wiedziałam, co w ostateczności z tego wyjdzie. Po powrocie do domu rozważałam dwie możliwości: broszka albo naszyjnik. W końcu wygrał naszyjnik i kwiacisko zostało wisiorem, do którego nieudolnie dorobiłam koralikowy sznureczek z zapięciem. Sznureczek wyszedł niezbyt długi, ponieważ koraliki "wyszły", ale próba generalna całości już była i wrażenia oglądaczy (nie oparłam się pokusie i poleciałam na miasto) jak najbardziej pozytywne były. Oto efekt końcowy:



Na urlopie popędziłam do sklepu Koralium w Krakowie i tam zakupiłam sobie troszkę minerałów i innych różności, między innymi te trzy ceramiczne koraliki, których użyłam w tym komplecie. Jak widać na zdjęciu wydziergałam z pozostałych dwóch jeszcze kolczyki, jako komplet do wisiora.


Kolczyki są nie podklejane filcem lecz dwustronne. Ceramiczny lamparcik został umieszczony w koralikowym koszyczku.

Od jakiegoś już czasu zaglądam z wielką ciekawością i przyjemnością na bloga Ewa gyöngyös világa! i podziwiam, ze szczęką wspartą o klawiaturę cudeńka, które ona dzierga z koralików. I oczywiście skrupulatnie kopiuję sobie i studiuję udostępniane przez nią tutoriale. Nie wiem czy umiałabym dokładnie zrobić coś takiego, co jest w instrukcjach, ale z grubsza zaczynam pojmować zasadę. Taka prosta forma, jak w kolczykach powyżej, mogłaby być bazą wyjściową do większej plecionki, chociaż akurat tym kolczykom niczego nie zamierzałam już przydawać, poza tym koraliki w nich są zbyt drobne, albo moja igła zbyt gruba do wielokrotnego przewlekania. Zdradzę jednak, że zainspirowana pięknymi naszyjnikami Ewy zrobiłam takie jedno maleństwo, ale o nim innym razem.

środa, 10 sierpnia 2011

Wisiory

One również powstały poza domem. Jeden, ten z agatem jest moim pierwszym podejściem do koralikowego haftu. Jego forma do wymyślnych nie należy, ale przecież nie od razu Kraków... Drugi, z medalionem z pięknego piasku pustyni, to takie trochę połącznie sutaszu z koralikowaniem.

 


Myślę, że miodowemu agatowi przydałby się jakiś konkretny sznur, ale tych jeszcze póki co nie nauczyłam się robić. Chociaż pilnie studiuję tutki wygrzebane w sieci, na razie jeszcze ich nie ogarniam, ale co się odwlecze, jak głosi stara ludowa mądrość, to nie uciecze ;)