Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierścionki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pierścionki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Ciepło...

No, ciepło, to nie do końca właściwe słowo. Od rana żar się z nieba leje. Lato swoje prawa ma i jak widać ani myśli z nich rezygnować. Cóż, byle do jesieni :). Tymczasem kolejne drobiazgi, dziś ze słonecznej lini Otai. Naszyjniczki, chociaż chyba to nie naszyjniczki tylko raczej wisiorki, którym dorabiam sznureczki. Z drugiej strony wiesza się je w końcu nie gdzie indziej jak na szyi, więc niechaj sobie będą naszyjniczki:



i pierścioneczek, z którego jestem najbardziej zadowolona:


A na okrasę broszki Mała Afryka, czyli nadal gorące klimaty :D


Mała Afryka została wykonana dla pewnego wspaniałego dzieciaczka i dołączy do kilku drobiazgów, które mają swoje specjalne przeznaczenie i razem za kilka dni ruszą do celu.

I ja, losu ofiara jedna, zapisałam się na turkusowo-zieloną wymiankę, tzn. zdawało mi się, że się zapisałam, ponieważ okazało się, że mój wpis czegoś tam się nie wyświetlił. Nie ma go :(  i z tej przyczyny organizatorka nie mogła mnie wziąć pod uwagę losując pary. Być może jeszcze uda mi się dołączyć, a jeśli nie, to cóż... pewnie się jakąś małą rozdawajkę ogłosi :).

czwartek, 5 stycznia 2012

Email

 Zajrzałam przed chwilą w pocztę i znalazłam tam wiadomość, która mnie zdziwiła. Wiadomość brzmi tak:

"Witaj,
trafiłam na Twoje prace przypadkiem i serce mi się ścisnęło na widok cen. Rozumiem, że czasem sprzedaje się niemal po kosztach, ale takie prace za takie grosze? W ten sposób nie tylko sobie robisz krzywdę, ale przy okazji psujesz rynek. Sama jestem beaderką i wiem, że niełatwo sprzedać prace w tej technice w Polsce, no ale bez przesady :/

Sol"

Odpisałam to:
"Droga Sol
Bardzo dziękuję za słowa uznania wobec moich prac. Gdybym chciała sprzedawać moje prace licząc jedynie koszt użytego materiału ceny musiałabym mieć co najmniej 3-krotnie niższe. Doskonale wiem jakie są ceny tego rodzaju przedmiotów w galeriach artystycznych. Na ich cenę tam wpływa przede wszystkim marża jaką narzucają galerie, a jak zapewne wiesz mała to ona nie jest. Poza tym wiele z nich wykonywanych jest przez osoby prowadzące działalność gospodarczą, co też powiększa koszt finalnego produktu. Wykonują też często osoby z wykształceniem i tytułami artystów plastyków i z użyciem szlachetnych kamieni i metali, co również musi mieć wpływ na cenę. Żaden z tych przypadków mnie nie dotyczy. Sprzedając poprzez sklepik na stronie otwarte.24.pl nie ponoszę żadnych kosztów związanych z wystawieniem czegokolwiek na sprzedaż, nie muszę więc narzucać żadnej marży, nie prowadzę działalności gospodarczej, więc jej koszty mnie nie dotyczą, używa ogólnie dostępnych materiałów, najczęściej jest to szkło, czasem minerały, nie jestem artystą plastykiem tylko samoukiem i pasjonatką rękodzieła. Nie ponoszę też żadnych kosztów na reklamę. Moje ceny kalkuluję, licząc koszt tych materiałów oraz czas jaki poświęcam na wykonanie pracy. Nie sądzę bym komukolwiek psuła rynek. Nie jestem stratna na tym co robię, a co za tym idzie uważam, że moje ceny są odpowiednie do moich prac.
Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna Łupina"

Powiem tak, trochę mnie zaskoczył ten zarzut o to, że komuś robię krecią robotę słabo się ceniąc. Same też zajmujecie się rękodziełem, czasem sprzedajecie swoje wyroby, dlatego jeśli znajdziecie chwilkę wolnego czasu, proszę zerknijcie do mojego SKLEPIKU , do działu "biżuteria artystyczna" i wypowiedzcie się, czy naprawdę moje ceny są tak żenujące?  Od osoby, która prowadzi realną działalność gospodarczą usłyszałam, że moje ceny są dobre, bo konkurencyjne. Może jednak niesłusznie się obruszam o tę uwagę i faktycznie psuję Wam rynek? Jak to właściwie jest?

  A na koniec, żeby tak frustracyjnie nie było, pokażę co wydłubałam już w nowym roku:

...kolczyki...

...i pierścionek.

Chyba mogą być kompletem, chociaż nie robiłam tego jako komplet. Nazywają się Bianka ze względy na kolor. Pomyślam, przy ich robieniu, że przydałby się zaopatrzyć w jakiś impregnat do sutaszu. Cóż pomyślę o tym i wrzucę sobie w koszty ;)

wtorek, 6 września 2011

Pierścionkowo

W dzisiejszej odsłonie pierścioneczków kilka będzie. Wynalazłam w sieci serię filmików instruktażowych do różnych plecionek, a to sznurków, a to kuleczek, a to pierścionków i innych drobiazgów. Najpierw popadło na pierścionki, ponieważ wydały mi się niezbyt skomplikowane. Wyplata się z drobnych koralików prostokątną podstawę i ona stanowi bazę do oczka. Niby banalne, ale oczywiście praktyka skorygowała moje spojrzenie przez różowe okulary na tę "prostotę" wykonania, a efekty wyglądają tak.

Ten powstał jako pierwszy i chyba najbardziej odbiega od tego, co widziałam w instrukcji.

Kolejny miał już być wierną kopią, ale też w ostateczności sam wierzch wyszedł mi inaczej.


Przy trzecim podejściu już nawet nie próbowałam zrobić takiego samego, jak na filmiku tylko zaimprowizowałam wierch wedle własnego pomysłu.


Najbardziej bawi mnie to, że każdy z nich był robiony według tej samej instrukcji :). mimo to jestem z nich zadowolona. Oczka tych pierścionków wychodzą dosyć duże. Mnie się podobają na ręce. Do sfotografowania dwóch, łapki użyczyła córka :):



A na koniec tej plecionkowej zabawy zrobiłam jeszcze taki, żeby trochę zaokrąglić sobie perspektywę po tych prostokątach:

I cała gromadka :))


środa, 17 sierpnia 2011

Koniec wakacji


Koniec wakacji się zbliża, a ja pokażę dziś światu moje ostatnie wyjazdowe wytwory. Mam głowę pełną różnych pomysłów, nie mam pojęcia ile z nich okaże się nadających do realizacji, a ile pozostanie tylko myślą. Powoli przygotowuję się do poważniejszego decu. Nasze zakupione skrzyneczki eksperymentalne zostały już ładnie zabejcowane i czekają teraz na zakupy. Brakuje mi papierów z motywami, których sobie zażyczył syn i które sama wymyśliłam sobie dla swojej skrzyneczki, bo jedna ma być jego, druga moja. Oprócz skrzynek wygrzebałam też w domu jakieś stare butelki... hi hi po piwie, pomalowałam je już ładnie białą farbą i też czekają. Potrzeba też będzie odpowiednich preparatów, dlatego póki co wyżywam się przy koralikach. Teraz zaszłości z przeszłości:


Fotka pstryknięta jeszcze na kamyku w skalniaku siostry. Kolejna fotka pstryknięta została już w domu, ponieważ u Ani powstało jedynie oczko do pierścionka, a sam pierścionek został pocieszajką w moim candy i pojechał wreszcie i dotarł do Kasi.


Dzisiaj zaś trenowałam wytrwale plecenie na żyłce. Zabrałam się za sznur o nazwie "spiral rope", panie wyplatające wiedzą zapewne, co to za stwór. Cóż, zanim u mnie cokolwiek zaczęło przypominać jakikolwiek "spiral", to trochę podejść było. Próbowałam w różnych sekwencjach i z różnymi kowalikami, w różnych rozmiarach. Ta zielona glistka na zdjęciu poniżej to wynik już z grubsza opanowanej zasady, a nawet pewne próby wariacji w układaniu kolorów. Obawiam się, że jak wszystko u mnie dalekie to zasad poważnej sztuki tworzenia pięknych sznurów. Oglądałam wprawdzie jakieś filmiki, ale plotłam to potem już bez podpowiedzi i wynik końcowy to efekt wielu prób i błędów.

Ten skraweczek ma tylko 10 cm długości, ogromnie podobają mi się te plecione sznury, ale są niestety bardzo koralikożerne. Czasem ktoś dziwuje się, że taka czy inna błyskotka wyceniana jest przez tworcę na sporą kwotę, ale jeśli się wie ile czasu, pracy i materiału trzeba włożyć w zrobienie drobiazgu, cena przestaje dziwić.
Mam na oku jeszcze takie sznurki, które robi się szydełkiem, ale ich jeszcze nie próbowałam. I jeszcze taki, który widziałam, jak panie plotły używając ołówka jako narzędzia pomocniczego ;), do tego też się przymierzam :).

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Skała wulkaniczna?

W gruncie rzeczy tym właśnie jest pumeks, chociaż "skała wulkaniczna" z pewnością ma bardziej dystyngowane brzmienie. Niezależnie od nazewnictwa okazuje się, że nie tylko do szorowania pięt można go użyć. Spodobał mi się w sklepie w Krakowie i jeszcze tam (znaczy w Krakowie, nie w sklepie) powstało z niego to:


 ...kolczyki... a poniżej pierścionek...



... i niech tam sobie kto mówi, co chce, a ja uważam, że niepozorny pumeks całkiem nieźle się prezentuje w roli ozdoby. Troszkę mi się skojarzył z historią Kopciuszka, niby nie ma na czym oka zawiesić, ale jak się go odpowiednio odzieje to proszę :).

sobota, 13 sierpnia 2011

Zplątałam

Tak, tak, zaplątałam, zaplotłam, wyplotłam, jak zwał tak zwał. Cudeńka plecione na żyłce podziwiam, jak wiele innych rzeczy, to czemu by i tego nie spróbować. Zakupiłam sobie nawet książkę. Szczerze mówiąc nieco mnie rozczarowała, ale coś tam się z niej można nauczyć, więc oprócz niej zakupiłam w sklepie wędkarskim odpowiednią żyłkę, pogrzebałam w kuferku, uznając że specjalny zakup zalecanych w przepisie kryształków swarovskiego byłby przerostem ambicji nad formą i zabrałam się do roboty. Wyszło tak:

Wróżka nie jest najlepszym "ekspozytorem", ponieważ przez koraliki prześwituje różowy kolor kwiatka, a pierścionek ma kolorystykę, brązowo-oliwkową. Niestety na niczym innym nie mogłam go odpowiednio ułożyć. Poprosiłam jeszcze syna żeby go pstryknął na mojej łapce:


Myślę, że jak na pierwsze podejście do plątania żyłki, wyszedł całkiem nieźle. Wiem nie jestem skromna, ale co tam, czasem mogę przecież być z siebie zadowolona ;). Ale skoro już o braku skromności mowa, to pochwalę się jeszcze jednym plecionym tworkiem, z którego również jestem bardzo zadowolona:
Do zrobienia tego właśnie wisiorka zainspirowały mnie cudeńka z bloga Ewy Kovács. Tym razem wszelkie istrukcje zostały potraktowane jedynie poglądowo, a mój wisiorek to ich wolna interpretacja, improwizacja i wolnoamerykanka ;).

 Użyłam niebieskich fire polishy, tęczowych toho, drobnych szklanych, opalizujących rureczek, a w samym środku jest agatowa kulka, przywieziona z wakacji i innymi minerałkami. Po doczepieniu łańcuszka z zapięciem powstał naszyjniczek. I pewnie jeszcze się kiedyś skuszę na zrobienie czegoś podobnego, chociaż tego typu prace są nie tylko pracochłonne ale, co dla mnie o wiele ważniejsze, niezwykle materiałochłonne.

sobota, 18 czerwca 2011

Trzy błękitne

Pewna pani zamówiła sobie pierścionek z sutaszu. Spodobał się jej mój Figaro, który jakiś czas temu znalazł dom u innej pani. Szczerze mówiąc trochę miałam obawy, czy zdołam go dokładnie skopiować, bo to przecież, jak niemal wszystko u mnie, improwizacja. Na moje szczęście okazało się, że pani nie zależy na kopii. Nawiasem mówiąc, doskonale ją rozumiem. W końcu, co to za frajda, posiadać coś, o czym wiemy, że choć powinno być NIEPOWTARZALNYM rękodziełem, to jednak gdzieś po świecie spaceruje ktoś, kto posiada identyczny egzemplarz. Ostatecznie powstały trzy nowe wersje Figara, każda inna, łączy je jedynie kolorystyka :)


Zdecydowałam, że do klientki pojedzie ten:



...zaś dwa pozostałe...

...trafią do galerii, jeden do Cepelandii, a drugi do ArtStacji. Do Stacjowej kolekcji (hi, hi jak to ładnie brzmi) dołączy wisior z agatem pająkiem:


...i tym sposobem skompletuję wreszcie swój pakiecik startowy :).

Na balkonie suszą się moje polakierowane dzisiaj masosolne, pierworodne aniołki, skończyłam też pierwsze decupażowe obrazki, które trafią do kuchni. Zbyt wiele jednak tego na jeden wpis i muszą czekać w kolejce do jutra :)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Ogródeczek

Też mam ogródek, wprawdzie w pigółce, ale jest. Posadziłam kwiatki jeszcze przed świętami, ale nie było ładnej pogody żeby im fotkę pstryknąć, a w święta słonko wyszło i jest.
 Nad nimi wiszą jeszcze dwie skrzynki, ale na razie puste, to się nimi chwalić nie będę. Nie mam talentu do tworzenia pięknych kwiatowych kompozycji, lubię jednak jak mi na balkonie coś rośnie :)). A poniżej, co rośnie pod moim balkonem:


 

Spodobało mi się to wiosenne połączenie zieleni i żółci. Mleczyki pod balkonem kwitną jak szalone i cieszą oko. A jak się Lizak ucieszył, że wreszcie są, po długiej zimie. Lizak to nasz domowy pieszczoch, królik i jak na królika przystało gorąco kocha mleczyki.

No, i na koniec moje pierścionkeczki, jeszcze przed świętami zrobione:


Zielono żółta "łączka" podsunęła mi pomysł na bransoletkę. Już zaczęłam ją robić, oczywiście jak skończę pokażę ją światu.
Poświąteczne pozdrowienia dla Wszystkich blogowych Wędrowców :)).

sobota, 16 kwietnia 2011

Figaro

Zrobiłam pierścionek, no i że imię mieć powinien to został z wszelkimi wymogami sztuki ochrzczony mianem "Figaro". Troszkę się przy nim nadłubałam, bo to taki drobiazg, ale generalnie jestem z niego bardzo nieskromnie zadowolona. Oto Figaro, z prawej z lewej i od spodu: