Nigdy więcej nie będę robić hurtowo sutaszy, a już na pewno nie tak jak ostatnio, że zrobiłam kilka pojedynczych, a teraz dorabiam pary. Tragedia, ani jedna para, jak dotąd, nie wyszła mi tak, jak chciałam. Cały dzień dzisiaj pruję i poprawiam. Dla kurażu postanowiłam zrobić wpis na blogu, chociaż właściwie, nie ma co pokazywać. Przy porządkowaniu dysku znalazłam kilka fotek, starszych rękoczynów moich, których chyba jeszcze tutaj nie pokazywałam.
Takie prostaczki, czasami jednak trzeba zrobić coś banalnego i prostego, takie rzeczy też mają swój urok :). Są jeszcze sutaszki, te to chyba najstarsze w tym towarzystwie.
Jutro upływa termin candy. Zainteresowanie moim prostym tworkiem, zwaliło mnie z nóg :)). Listę zapisuję sobie na bieżąco, bo inaczej nie ogarnęłabym tej zabawy. Dziękuję wszystkich Gościom i cieszę się, że tak wiele osób zechciało u mnie zostać na dłużej w roli obserwatorów :)).
W wolnych chwilach trenuję też dcoupage i zrobiłam kolejne dwie zakładki. Ciągle jeszcze popełniam masę błędów. Niestety nie mogę sobie pozwolić w chwili obecnej na jakieś profesjonalne warsztaty, pod okiem jakiegoś mistrza tej sztuki. Wszystkiego uczę się sama i pewnie jeszcze niejeden błąd przede mną, nim zrobię coś z czego będę do końca zadowolona. Ale i tak nieskromnie uważam, że te dwie na zdjęciach poniżej, nie są najgorsze :)).
Popielata, z kotem pojechała w paczuszce na wymiankowe candy. Ponieważ paczuszka już zapewne dotarła do adresatki, nie psuję niespodzianki pokazując kocisko. Motywy wygrzebałam w sieci i wydrukowałam. Chciałam nałożyć taki rozwodniony kolor na filiżankę, ale niestety tusz nie lubi wody i troszkę nie wygląda to tak jak chciałam, żeby wyglądało. Następnym razem jakoś inaczej muszę to wymyślić.