wtorek, 17 lipca 2012

Odkryłam

Cóż takiego mianowicie odkryłam, spytacie zapewne. Otóż, odkryłam kolejne źródło fantastycznej, rękoczynowej zabawy. No, może to nie takie najnowsze odkrycie, bo intrygowała mnie ta technika już od dłuższego czasu. Wreszcie jednak zdobyłam się na odwagę, żeby jej popróbować. Instrukcje jak się do tego zabrać znalazłam u Maggii. Poczytałam, pooglądałam i zabrałam się do... kręcenia rureczek. Bowiem moje odkrycie, to nic innego jak papierowa wiklina oczywiście. Kręcenie rureczek zajęło mi jedno popołudnie. Zrobiłam ich koło 100 sztuk, pod koniec owej setki doszłam już nawet do pewnej wprawy w tej czynności. A potem się zaczęło... Samo wyplatanie podstawowym splotem nie jest trudne, aczkolwiek jeśli ktoś zaczyna, tak jak ja, to czasem trochę się plącze i nie da się uniknąć niedoskonałości, ale co tam, ćwiczenie czyni mistrza :D. Mnie tych 100 rureczek starczyło na dwa cudaki, które przy odrobinie dobrej woli można "koszyczkami" nazwać :D. Plotłam bez formy, ponieważ bardziej mi wzornik przeszkadzał niż pomagał i może dlatego takie krzywe wyszły. Najważniejsze jednak, że sama własnoręcznie je sobie zrobiłam. Nawet mój małżonek, który na moje rękodzielnicze pasje spogląda z pewną pobłażliwością, orzekł że całkiem nieźle mi wyszło, a o wyrobie koszyczków ma niejakie pojęcie, jako że jego śp. Tato ponoć "piękne koszyczki wyrabiał", bynajmniej nie z papieru. A oto one (te moje oczywiście):

Jeszcze takie siermiężne, nieozdobione. Oczekują na lakierowanie, a na razie tylko maźnięte bejcą. Następne, jeśli kiedyś sobie zrobię, mam nadzieję będą ładniejsze i bardziej kształtne. I wtedy pomaluję sobie papier na rurki przed ich skręcaniem.

Obiecałam sobie w weekend posutaszować troszkę i zrobiłam kolejne kolczyki. Tym razem z bursztynowym nefrytem w roli gółwnej, te są już skończone ostatecznie, drugie z kwarcem wiśniowym, wymagają jeszcze podklejenia i bigli, więc na swoją premierę poczekają.


Nie jestem zbyt dobra w łączeniu więcej niż dwóch kolorów, ale tym razem postanowiłam złamać monotonię  żółci i popielu odrobiną turkusu. Wydaje mi się, że całkiem dobrze to wyszło.

I poużalam się teraz nad sobą troszkę, bo obiecywałam sobie zrobić jeszcze to i owo przez weekend, ale nie dało rady. Pracowni z prawdziwego zdarzenia nie posiadając poniewieram się z moim "warsztacikiem" po różnych kątach w mieszkaniu. Tworząc, rzeczy mam poustawiane zazwyczaj gdzieś po bokach i wyginam się sięgając po nie jak chiński paragraf. Skutkiem przyjmowania takiej niewłaściwej pozycji przy pracy są kłopoty z kręgosłupem i w wyniku jakiegoś tam ucisku gdzieś tam, zdrętwienie połowy dłoni, które utrzymuje się już od czasu tak długiego, że zaczynam się do niego przyzwyczajać i myśleć, że mnie już nigdy nie opuści. Co za tym idzie robię o wiele mniej rzeczy, niż bym chciała i sobie planuję. Cóż, starość nie radość. Młodsza z moich latorośli zabiera się studiować od października na drugim końcu Polski i już mu zapowiedziałam, że anektuję jego pokoik i urządzę sobie tam "pracownię" :D. I na dobrą sprawę powinnam posłuchać pana doktora i do tego czasu zaprzestać swoich robótkowych wygibasów i skupić się na leczeniu, ale dla mnie to jak prosić żabę, żeby się błota wyrzekła. Już mam kolejną robótkę na warsztacie...

8 komentarzy:

  1. z tym łączeniem kolorów to chyba skłamałaś- że nie umiesz, bo wyszło ci świetnie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech , dwa kolorki to nie problem, tylko jak mi przyjdzie jeszcze coś do tego dołączyć to zawsze mam wątpliwości, czy będą do siebie pasowały, ale z drugiej strony, zawsze przecież mogę powiedzieć, że taką miałam właśnie wizję , dzięki za dobre słowo, w przyszłości pewnie spróbuję eksperymentów z ekstremalnymi kontrastami ;)

      Usuń
  2. świetnie Ci te koszyki wyszły. mój pierwszy w porównaniu z Twoimi to jest jakaś tragedia :P
    kolczyki też bardzo fajne, kolorki mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  3. te turkusowe maleństwa tak ładnie migoczą w świetle, te drugie zresztą też, niestety na zdjęciu raczej nie da się oddać tego efektu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładne koszyki, jak na pierwsze to naprawdę wyszły super!!! Kolczyki też śliczne:):)

    OdpowiedzUsuń
  5. oj! też miałam fascynację papierową wikliną :) ale mi prędzej przeszło niż przyszło :D spróbowałam i stwierdziłam,że to nie dla mnie (a może za szybko się poddałam?) ;)
    kolczyki cudnie połączyłaś kolorystycznie! nie powinnaś się bać łączenia większej ilości kolorków :)
    no i dbaj o siebie lepiej! zdrowie masz tylko jedno

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna sprawa z tymi koszyczkami, wyglądają bardzo profesjonalnie:) Kolczyki zaś zachwycające:) Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Koszyczki świetne, tak jak i kolczyki:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze. Dają wiele radości i motywują do dalszych rękoczynów :)
Kajjka